-

Artykuł

Jakub Rochnowski w obszernym wywiadzie dla #PZMWiNW

Sporty ekstremalne, a do takich możnal zaliczyć sport motorowodny, są pasją dającą duży zastrzyk adrenaliny. Potrafią pozytywnie „uzależnić” nawet całe rodziny. Tak stało się w przypadku naszego rozmówcy Jakuba Rochnowskiego – zawodnika motorowodnego, którego rodzice tworzą trzon jego sportowego teamu.

 

Sport motorowodny to wyjątkowo ekstremalna dyscyplina sportu. Nie dość, że pędzisz z ogromną prędkością wśród innych zawodników to jeszcze odbywa się to na wodzie daleko od brzegu gdzie jesteś zdany wyłącznie na siebie. Wielu pomyślałby, że aby uprawiać ten sport trzeba skończyć minimum 18 lat i zyskać wiele doświadczenia oraz uprawnień do prowadzenia łodzi motorowych. Nic bardziej mylnego.  Nasz rozmówca ma obecnie 15 lat i już sporo sukcesów na koncie. Swoją karierę rozpoczął w wieku 10 lat. Jakub Rochnowski jest pięciokrotnym Mistrzem Polski i finalistą Mistrzostw Świata i Europy w klasie GT15. Wspólnie z mamą i tatą tworzą #team87.

Co to w ogóle jest GT15?

Jakub - Zawody motorowodne to dyscyplina podzielona na wiele klas. Uzależnione jest to od typu łodzi czy rodzaju i mocy silnika. GT15 oznacza moc silnika zaburtowego, który napędza łódź. Należy podkreślić, że ta kategoria obejmuje wyłącznie silniki czterosuwowe. Prędkość jaką nadaje łodzi ta moc oscyluje w granicach 70 km/h.

To bardzo dużo na wodzie. Ile lat trzeba mieć żeby zacząć ścigać się w tej klasie?

Faktycznie, każdemu wydaje się, że taka prędkość jest nieprawdopodobna lecz jak to się ma do 200 i więcej km/h w F2 czy F1 H2O? To jak przedszkole przed prawdziwymi wyścigami. GT15 to klasa juniorska dla dzieci w wieku od 10 do 16 lat. To taki wstęp do kolejnych dorosłych rywalizacji w GT30 czy hydroplanach albo F2 i F1.

Co Ciebie skłoniło, co zainspirowało do rywalizacji w takich wyścigach?

Zawsze lubiłem pojazdy silnikowe. Zaczęło się chyba jak tylko zacząłem chodzić. Tata, który także kocha silniki kupił mi pierwszy napędzany elektrycznie samochód zabawkowy. Pamiętam jak śmigałem nim po salonie. Potem obok rowerów i hulajnóg pojawił się quad spalinowy. Miałem może z 5 lat kiedy uczyłem się panować nad tym potworem. W międzyczasie był też mini motorek napędzany silnikiem podobnym do tych z kosiarek spalinowych. W wieku 10 lat miałem już spore doświadczenie z go-kartami. Uczęszczałem do weekendowej szkółki kierowców na jednym z torów gokartowych w Warszawie. I nagle tata zaproponował wodę. Nie ukrywam, że było to pewne zaskoczenie ale i ciekawość. Wtedy dostaliśmy propozycję aby pojechać w charakterze mechaników z jednym z teamów F4 na kwalifikacje Mistrzostw Polski. To było w Myśliborzu. I kiedy po raz pierwszy zobaczyłem z bliska i poczułem tę atmosferę, zapach paliwa to zakochałem się w tym sporcie na zabój. Zostałem zawodnikiem Wojskowego Klubu Sportowego Zegrze i tak to się zaczęło.

Czyli GT15 to nie jest koniec Twojej kariery?

Oczywiście, że nie. To dopiero początek. Czas spędzony w GT15 to było zbieranie doświadczenia i szlifowanie umiejętności. Teraz czasem z uśmiechem wspominam nasze pierwsze kroki w tym sporcie. To była taka amatorka. W Polsce walczyliśmy dzielnie lecz zderzenie z prawdziwym profesjonalizmem podczas zawodów międzynarodowych było bolesne. Wtedy zainspirowało nas to do rozwoju i inwestycji. Najpierw były śruby napędowe potem kadłub łodzi i takie drobiazgi jak kask czy kombinezon. Teraz mogę powiedzieć, że jesteśmy w światowej czołówce zarówno jeśli chodzi o sprzęt jak i umiejętności.

Na Mistrzostwach Europy w Żninie w 2018 roku zająłeś 7 miejsce. Ilu było zawodników?

To były fenomenalne zawody. Piękna pogoda, doskonały akwen. Pamiętam, że przyjechali zawodnicy z całej Europy. Byli oczywiście kierowcy z Estonii i Łotwy, liderzy w tej dyscyplinie sportu ale także ze Szwecji, Norwegii, Wielkiej Brytanii, Słowacji i innych. Znamy się wszyscy doskonale. Jako ciekawostkę powiem, że kilku z moich przyjaciół z którymi wtedy rywalizowałem obecnie startuje w F4 w teamach kierowców F1 H2O. Generalnie wracając do pytania to było ok 30 zawodników. Z tym, że pomost startowy jest dopuszczony dla 26 zawodników więc trzeba było przeprowadzić kwalifikacje. No i niestety czterech pilotów odpadło.

To duży sukces. 7 lokata na 30 zawodników świadczy dobrze o Twoim przygotowaniu i umiejętnościach.

Tak, dziękuję. Ja oczywiście jestem zadowolony z tego miejsca jednak mogło być dużo lepiej. W drugim biegu byłem drugi i miałem wystarczającą przewagę nad pozostałymi aby utrzymać pozycję lecz bieg został przerwany w połowie z uwagi na gwałtowne podmuchy wiatru. W powtórce niestety nie udało się wywalczyć i utrzymać pozycji. Podobnego pecha miałem w ubiegłym roku w Rendsburgu w Niemczech na Mistrzostwach Europy. Zakwalifikowałem się do biegów finałowych i w drugim biegu wywalczyłem dobrą trzecią pozycję na pierwszym zakręcie. A tu nagle „buch” i koleżanka ze Szwecji uderzyła mnie z pełnym impetem tak, że zrobiła mi dziurę w burcie. Płynąłem jeszcze ze 100 m i łódź poszła pod wodę. Mnie na szczęście uratowali ratownicy ale łódź wyciągaliśmy spod wody. No i nie udało się już wystartować. Zakończyliśmy mistrzostwa po pierwszym biegu.

Czyli widać, że doświadczenia masz już sporo. Jakie zatem plany na przyszłość?

Na początek oczekiwanie na odmrożenie sezonu. Niestety przez światową pandemię mamy wymuszoną przerwę w zawodach i treningach. Właśnie miesiąc  temu w Trzciance miały się odbyć pierwsze kwalifikacje Mistrzostw Polski no i niestety zostały odwołane. Ja jestem także zawodnikiem pływackim w UKS Delfin Legionowo co jest dla mnie podwójną stratą gdyż przygotowywałem się do Mistrzostw Polski w pływaniu. Długo nie mogłem trenować ani pływania bo baseny zamknięte ani przetestować łódki bo zamknięte mariny. Jednakże biorąc pod uwagę kondycję, która jest kluczowa w każdej dyscyplinie sportu staram się utrzymywać formę poprzez codzienne ćwiczenia i bieganie. Poza tym przygotowujemy z moim teamem sprzęt do nowej klasy GT30, w której zamierzam wystartować jak tylko zostanie otwarty sezon motorowodny. Natomiast kolejnym krokiem będzie F4. Wierzę głęboko, że za kilka lat poprowadzę swój własny bolid F4 potem F2 i wreszcie nadejdzie czas by rywalizować z najlepszymi jak Bartek Marszałek w F1. To jest mój cel i zrobię wszystko aby go osiągnąć.

Wspomniałeś o pływaniu, czy mógłbyś powiedzieć coś więcej?

Jasne, pływanie trenuję od kiedy ukończyłem 6 lat. Początkowo jak tylko nauczyłem się pływać rozpocząłem starty w klubie sportowym UKS Delfin w Legionowie. Miałem nawet pewne sukcesy w swojej „baby” kategorii. Srebrny medal w mistrzostwach szkół podstawowych powiatu legionowskiego i inne mniejsze zwycięstwa. W wieku 10 lat zmieniłem barwy klubowe. W związku z kontraktem mojego taty wyjechaliśmy na kilka lat do Włoch gdzie przez rok jeszcze kontynuowałem treningi we włoskim klubie Nuoto Vicenza a od 2017 pływałem w amerykańskim zespole Vicenza Mako Sharks i startowałem w międzynarodowej lidze pływackiej EFSL. Po powrocie do kraju kontynuuję treningi w UKS Delfin pod okiem wspaniałych trenerów Rafała Perla, Daniela Krepsa i Piotra Cesarczyka.

Czyli sport był i jest wciąż obecny w Twoim życiu. A jak ma się przy tym szkoła?

Sport jest dla mnie częścią życia. Bez aktywności fizycznej czuję się jakby czegoś mi brakowało. Dlatego obecnie w dobie pandemii tak trudno jest przetrwać. Na szczęście mam wspaniałych rodziców, którzy inspirują i wspierają mnie każdego dnia. Do tego mam wielu przyjaciół z grona sportów motorowodnych, z drużyny pływackiej, z klasy, a także nauczycieli i trenerów. Dzięki nim jestem zmotywowany do utrzymywania kondycji. Uczęszczam do liceum językowego w Legionowie do klasy o profilu sportowo-językowym. Nasi nauczyciele bardzo szybko przeorganizowali system i przystąpili do nauczania online zanim jeszcze zostało to narzucone. Jestem im wdzięczny za ich pracę, za inicjatywę i kreatywność. Zajęcia online są bardzo ciekawe i zawsze perfekcyjnie przygotowane. Proszę sobie wyobrazić, że nawet WF mamy online, a nauczyciel przygotowuje nam zestawy ćwiczeń i nadzoruje naszą kondycję fizyczną. Muszę przyznać, że w tej trudnej sytuacji często nachodzą mnie myśli aby związać swoją przyszłość ze służbą mundurową. Mam oczywiście zachętę ze strony rodziców aby wstąpić do wojska lecz moje spojrzenie jest zwrócone ku Straży Pożarnej. Mam licencję nurkowania – stopień zaawansowany, patent sternika motorowodnego, młodszego ratownika, jestem też członkiem legionowskiego WOPR. Myślę, że moje zainteresowania, sporty i uprawnienia pretendują mnie do służby właśnie w Straży Pożarnej. Ale ostatecznej decyzji jeszcze nie podjąłem.

Jakie role w Waszym zespole mają rodzice?

Przede wszystkim wspierają moją pasję. Bez nich w ogóle nie byłoby możliwe uprawianie tego sportu. To w pierwszej kolejności inspiracja, motywacja, konsekwencja w przygotowaniach do sezonu, wsparcie logistyczno-techniczne. Mama odpowiada za cały obszar marketingowy. To ona przygotowała wizerunek zawodnika i zespołu. Porusza się wśród meandrów public relations jak ryba w wodzie. To dzięki niej udało się pozyskać wsparcie na zakup łodzi, silnika czy innych elementów wyposażenia. Bez jej inicjatywy nie moglibyśmy brać udziału w zagranicznych mistrzostwach gdyż po prostu byłoby to zbyt kosztowne. Poza tym to mama organizuje wszystkie wyjazdy, począwszy od zaplanowania trasy aby była jak najbardziej atrakcyjna poprzez rezerwację zakwaterowania przygotowanie namiotu technicznego etc. Mama załatwia formalności rejestracyjne na miejscu i zarządza moim czasem podczas zawodów. Tata z kolei jest głównym mechanikiem. To on przygotowuje łódź do zawodów co zajmuje bardzo dużo czasu jeszcze przed sezonem. Przegląd i dostosowanie silnika. Płyny eksploatacyjne. Śruby napędowe, ustawienia silnika na konkretny akwen. Koordynacja treningu dowolnego i czasowego podczas zawodów to właśnie zadanie taty. Muszę dodać, że rodzice doskonale spisują się w swoich rolach co pewnie też jest efektem ich zawodów. Tata, jako weteran jest odporny na stres i doskonale działa pod presją czasu. Stąd mogę być spokojny o przygotowanie techniczne. Mama z kolei od lat zajmująca się szeroko pojętym PR i zarządzająca zespołami świetnie odnajduje się w sprawach organizacyjnych i marketingowych. Zawsze mamy wszystko przygotowane w najdrobniejszych detalach.

Czego zatem Ci życzyć jako zawodnikowi motorowodnemu i profesjonalnemu pływakowi?

Wytrwałości w treningach, konsekwencji, determinacji w dążeniu do celu i pomimo napędu silnikowego, pomyślnych wiatrów. Jestem przekonany, że pomogą w osiągnięciu sukcesu i promocji Polski na arenie międzynarodowej.

I tego wszystkiego życzymy z całych sił.

 

			
			object(Articles)#20 (11) {
  ["id"]=>
  string(4) "1550"
  ["title"]=>
  string(51) "Jakub Rochnowski w obszernym wywiadzie dla #PZMWiNW"
  ["url"]=>
  string(50) "jakub_rochnowski_w_obszernym_wywiadzie_dla_pzmwinw"
  ["active"]=>
  string(1) "1"
  ["promo"]=>
  NULL
  ["promo_photo"]=>
  string(3) "jpg"
  ["intro"]=>
  string(395) "

Sporty ekstremalne, a do takich możnal zaliczyć sport motorowodny, są pasją dającą duży zastrzyk adrenaliny. Potrafią pozytywnie „uzależnić” nawet całe rodziny. Tak stało się w przypadku naszego rozmówcy Jakuba Rochnowskiego – zawodnika motorowodnego, którego rodzice tworzą trzon jego sportowego teamu.

 
" ["content"]=> string(11633) "

Sport motorowodny to wyjątkowo ekstremalna dyscyplina sportu. Nie dość, że pędzisz z ogromną prędkością wśród innych zawodników to jeszcze odbywa się to na wodzie daleko od brzegu gdzie jesteś zdany wyłącznie na siebie. Wielu pomyślałby, że aby uprawiać ten sport trzeba skończyć minimum 18 lat i zyskać wiele doświadczenia oraz uprawnień do prowadzenia łodzi motorowych. Nic bardziej mylnego.  Nasz rozmówca ma obecnie 15 lat i już sporo sukcesów na koncie. Swoją karierę rozpoczął w wieku 10 lat. Jakub Rochnowski jest pięciokrotnym Mistrzem Polski i finalistą Mistrzostw Świata i Europy w klasie GT15. Wspólnie z mamą i tatą tworzą #team87.

Co to w ogóle jest GT15?

Jakub - Zawody motorowodne to dyscyplina podzielona na wiele klas. Uzależnione jest to od typu łodzi czy rodzaju i mocy silnika. GT15 oznacza moc silnika zaburtowego, który napędza łódź. Należy podkreślić, że ta kategoria obejmuje wyłącznie silniki czterosuwowe. Prędkość jaką nadaje łodzi ta moc oscyluje w granicach 70 km/h.

To bardzo dużo na wodzie. Ile lat trzeba mieć żeby zacząć ścigać się w tej klasie?

Faktycznie, każdemu wydaje się, że taka prędkość jest nieprawdopodobna lecz jak to się ma do 200 i więcej km/h w F2 czy F1 H2O? To jak przedszkole przed prawdziwymi wyścigami. GT15 to klasa juniorska dla dzieci w wieku od 10 do 16 lat. To taki wstęp do kolejnych dorosłych rywalizacji w GT30 czy hydroplanach albo F2 i F1.

Co Ciebie skłoniło, co zainspirowało do rywalizacji w takich wyścigach?

Zawsze lubiłem pojazdy silnikowe. Zaczęło się chyba jak tylko zacząłem chodzić. Tata, który także kocha silniki kupił mi pierwszy napędzany elektrycznie samochód zabawkowy. Pamiętam jak śmigałem nim po salonie. Potem obok rowerów i hulajnóg pojawił się quad spalinowy. Miałem może z 5 lat kiedy uczyłem się panować nad tym potworem. W międzyczasie był też mini motorek napędzany silnikiem podobnym do tych z kosiarek spalinowych. W wieku 10 lat miałem już spore doświadczenie z go-kartami. Uczęszczałem do weekendowej szkółki kierowców na jednym z torów gokartowych w Warszawie. I nagle tata zaproponował wodę. Nie ukrywam, że było to pewne zaskoczenie ale i ciekawość. Wtedy dostaliśmy propozycję aby pojechać w charakterze mechaników z jednym z teamów F4 na kwalifikacje Mistrzostw Polski. To było w Myśliborzu. I kiedy po raz pierwszy zobaczyłem z bliska i poczułem tę atmosferę, zapach paliwa to zakochałem się w tym sporcie na zabój. Zostałem zawodnikiem Wojskowego Klubu Sportowego Zegrze i tak to się zaczęło.

Czyli GT15 to nie jest koniec Twojej kariery?

Oczywiście, że nie. To dopiero początek. Czas spędzony w GT15 to było zbieranie doświadczenia i szlifowanie umiejętności. Teraz czasem z uśmiechem wspominam nasze pierwsze kroki w tym sporcie. To była taka amatorka. W Polsce walczyliśmy dzielnie lecz zderzenie z prawdziwym profesjonalizmem podczas zawodów międzynarodowych było bolesne. Wtedy zainspirowało nas to do rozwoju i inwestycji. Najpierw były śruby napędowe potem kadłub łodzi i takie drobiazgi jak kask czy kombinezon. Teraz mogę powiedzieć, że jesteśmy w światowej czołówce zarówno jeśli chodzi o sprzęt jak i umiejętności.

Na Mistrzostwach Europy w Żninie w 2018 roku zająłeś 7 miejsce. Ilu było zawodników?

To były fenomenalne zawody. Piękna pogoda, doskonały akwen. Pamiętam, że przyjechali zawodnicy z całej Europy. Byli oczywiście kierowcy z Estonii i Łotwy, liderzy w tej dyscyplinie sportu ale także ze Szwecji, Norwegii, Wielkiej Brytanii, Słowacji i innych. Znamy się wszyscy doskonale. Jako ciekawostkę powiem, że kilku z moich przyjaciół z którymi wtedy rywalizowałem obecnie startuje w F4 w teamach kierowców F1 H2O. Generalnie wracając do pytania to było ok 30 zawodników. Z tym, że pomost startowy jest dopuszczony dla 26 zawodników więc trzeba było przeprowadzić kwalifikacje. No i niestety czterech pilotów odpadło.

To duży sukces. 7 lokata na 30 zawodników świadczy dobrze o Twoim przygotowaniu i umiejętnościach.

Tak, dziękuję. Ja oczywiście jestem zadowolony z tego miejsca jednak mogło być dużo lepiej. W drugim biegu byłem drugi i miałem wystarczającą przewagę nad pozostałymi aby utrzymać pozycję lecz bieg został przerwany w połowie z uwagi na gwałtowne podmuchy wiatru. W powtórce niestety nie udało się wywalczyć i utrzymać pozycji. Podobnego pecha miałem w ubiegłym roku w Rendsburgu w Niemczech na Mistrzostwach Europy. Zakwalifikowałem się do biegów finałowych i w drugim biegu wywalczyłem dobrą trzecią pozycję na pierwszym zakręcie. A tu nagle „buch” i koleżanka ze Szwecji uderzyła mnie z pełnym impetem tak, że zrobiła mi dziurę w burcie. Płynąłem jeszcze ze 100 m i łódź poszła pod wodę. Mnie na szczęście uratowali ratownicy ale łódź wyciągaliśmy spod wody. No i nie udało się już wystartować. Zakończyliśmy mistrzostwa po pierwszym biegu.

Czyli widać, że doświadczenia masz już sporo. Jakie zatem plany na przyszłość?

Na początek oczekiwanie na odmrożenie sezonu. Niestety przez światową pandemię mamy wymuszoną przerwę w zawodach i treningach. Właśnie miesiąc  temu w Trzciance miały się odbyć pierwsze kwalifikacje Mistrzostw Polski no i niestety zostały odwołane. Ja jestem także zawodnikiem pływackim w UKS Delfin Legionowo co jest dla mnie podwójną stratą gdyż przygotowywałem się do Mistrzostw Polski w pływaniu. Długo nie mogłem trenować ani pływania bo baseny zamknięte ani przetestować łódki bo zamknięte mariny. Jednakże biorąc pod uwagę kondycję, która jest kluczowa w każdej dyscyplinie sportu staram się utrzymywać formę poprzez codzienne ćwiczenia i bieganie. Poza tym przygotowujemy z moim teamem sprzęt do nowej klasy GT30, w której zamierzam wystartować jak tylko zostanie otwarty sezon motorowodny. Natomiast kolejnym krokiem będzie F4. Wierzę głęboko, że za kilka lat poprowadzę swój własny bolid F4 potem F2 i wreszcie nadejdzie czas by rywalizować z najlepszymi jak Bartek Marszałek w F1. To jest mój cel i zrobię wszystko aby go osiągnąć.

Wspomniałeś o pływaniu, czy mógłbyś powiedzieć coś więcej?

Jasne, pływanie trenuję od kiedy ukończyłem 6 lat. Początkowo jak tylko nauczyłem się pływać rozpocząłem starty w klubie sportowym UKS Delfin w Legionowie. Miałem nawet pewne sukcesy w swojej „baby” kategorii. Srebrny medal w mistrzostwach szkół podstawowych powiatu legionowskiego i inne mniejsze zwycięstwa. W wieku 10 lat zmieniłem barwy klubowe. W związku z kontraktem mojego taty wyjechaliśmy na kilka lat do Włoch gdzie przez rok jeszcze kontynuowałem treningi we włoskim klubie Nuoto Vicenza a od 2017 pływałem w amerykańskim zespole Vicenza Mako Sharks i startowałem w międzynarodowej lidze pływackiej EFSL. Po powrocie do kraju kontynuuję treningi w UKS Delfin pod okiem wspaniałych trenerów Rafała Perla, Daniela Krepsa i Piotra Cesarczyka.

Czyli sport był i jest wciąż obecny w Twoim życiu. A jak ma się przy tym szkoła?

Sport jest dla mnie częścią życia. Bez aktywności fizycznej czuję się jakby czegoś mi brakowało. Dlatego obecnie w dobie pandemii tak trudno jest przetrwać. Na szczęście mam wspaniałych rodziców, którzy inspirują i wspierają mnie każdego dnia. Do tego mam wielu przyjaciół z grona sportów motorowodnych, z drużyny pływackiej, z klasy, a także nauczycieli i trenerów. Dzięki nim jestem zmotywowany do utrzymywania kondycji. Uczęszczam do liceum językowego w Legionowie do klasy o profilu sportowo-językowym. Nasi nauczyciele bardzo szybko przeorganizowali system i przystąpili do nauczania online zanim jeszcze zostało to narzucone. Jestem im wdzięczny za ich pracę, za inicjatywę i kreatywność. Zajęcia online są bardzo ciekawe i zawsze perfekcyjnie przygotowane. Proszę sobie wyobrazić, że nawet WF mamy online, a nauczyciel przygotowuje nam zestawy ćwiczeń i nadzoruje naszą kondycję fizyczną. Muszę przyznać, że w tej trudnej sytuacji często nachodzą mnie myśli aby związać swoją przyszłość ze służbą mundurową. Mam oczywiście zachętę ze strony rodziców aby wstąpić do wojska lecz moje spojrzenie jest zwrócone ku Straży Pożarnej. Mam licencję nurkowania – stopień zaawansowany, patent sternika motorowodnego, młodszego ratownika, jestem też członkiem legionowskiego WOPR. Myślę, że moje zainteresowania, sporty i uprawnienia pretendują mnie do służby właśnie w Straży Pożarnej. Ale ostatecznej decyzji jeszcze nie podjąłem.

Jakie role w Waszym zespole mają rodzice?

Przede wszystkim wspierają moją pasję. Bez nich w ogóle nie byłoby możliwe uprawianie tego sportu. To w pierwszej kolejności inspiracja, motywacja, konsekwencja w przygotowaniach do sezonu, wsparcie logistyczno-techniczne. Mama odpowiada za cały obszar marketingowy. To ona przygotowała wizerunek zawodnika i zespołu. Porusza się wśród meandrów public relations jak ryba w wodzie. To dzięki niej udało się pozyskać wsparcie na zakup łodzi, silnika czy innych elementów wyposażenia. Bez jej inicjatywy nie moglibyśmy brać udziału w zagranicznych mistrzostwach gdyż po prostu byłoby to zbyt kosztowne. Poza tym to mama organizuje wszystkie wyjazdy, począwszy od zaplanowania trasy aby była jak najbardziej atrakcyjna poprzez rezerwację zakwaterowania przygotowanie namiotu technicznego etc. Mama załatwia formalności rejestracyjne na miejscu i zarządza moim czasem podczas zawodów. Tata z kolei jest głównym mechanikiem. To on przygotowuje łódź do zawodów co zajmuje bardzo dużo czasu jeszcze przed sezonem. Przegląd i dostosowanie silnika. Płyny eksploatacyjne. Śruby napędowe, ustawienia silnika na konkretny akwen. Koordynacja treningu dowolnego i czasowego podczas zawodów to właśnie zadanie taty. Muszę dodać, że rodzice doskonale spisują się w swoich rolach co pewnie też jest efektem ich zawodów. Tata, jako weteran jest odporny na stres i doskonale działa pod presją czasu. Stąd mogę być spokojny o przygotowanie techniczne. Mama z kolei od lat zajmująca się szeroko pojętym PR i zarządzająca zespołami świetnie odnajduje się w sprawach organizacyjnych i marketingowych. Zawsze mamy wszystko przygotowane w najdrobniejszych detalach.

Czego zatem Ci życzyć jako zawodnikowi motorowodnemu i profesjonalnemu pływakowi?

Wytrwałości w treningach, konsekwencji, determinacji w dążeniu do celu i pomimo napędu silnikowego, pomyślnych wiatrów. Jestem przekonany, że pomogą w osiągnięciu sukcesu i promocji Polski na arenie międzynarodowej.

I tego wszystkiego życzymy z całych sił.

 

" ["add_date"]=> string(21) "2020.06.04 - 09:13:39" ["region"]=> string(2) "pl" ["categories"]=> array(1) { [0]=> array(3) { ["category_id"]=> string(1) "3" ["category_url"]=> string(17) "sport_motorowodny" ["category_name"]=> string(17) "Sport motorowodny" } } }
background